• Moja historia o oleju lnianym

Moja przygoda z olejem lnianym zaczęła się kiedy byłam dzieckiem. Głównie w okolicach Bożego Narodzenia mama dbała o to by nie zabrakło go na święta. Zazwyczaj przynosiła go z targu w butelce po wódce :). Tak więc olej lniany na wigilijnym stole zawsze gościł :). Przygoda zazwyczaj dobrze się kojarzy, dla mnie spotkanie z tamtym olejem lnianym to był jednak istny survival.

Ów olej dodawany był do wszystkich potraw wigilijnych: do śledzi, kapusty, smażony był na nim karp. Psuł smak wszystkich tych specjałów. Jego gorzki smak i ciemną barwę pamiętam do dziś.

Moja mama wówczas nie zdawała sobie sprawy z tego, że olej lniany który był królem na wigilijnym stole, jest po prostu zjełczały, nie świeży. Nie wiedziała również, że nie można na nim gotować ani smażyć.

Świeży olej lniany ma lekko orzechowy smak, złocistą barwę i naturalną ledwie wyczuwalną goryczkę.

Teraz, kiedy sama zajmuję się tłoczeniem olejów, olej lniany jest stałym bywalcem w mojej lodówce. Jeszcze raz to powtórzę: w lodówce. To jest ulubione miejsce tego oleju. Tam jest zimno i ciemno. Teraz wiem, że olej lniany może dobrze smakować i dodany do sałaty, pasty czy zupy, wzbogaca ich smak a nie psuje.

Czy ta historia jest Wam bliska?

 

Miłośniczka oleju lnianego :)

 

Oleje lniane w naszym sklepie